1233. Newer and newest

2015-09-18   19:35

Jeśli myślicie, że odechciało mi się pisać, to się grubo mylicie. Ja po prostu pracuję nad starszym bratem kości.
Młodszy jest praktycznie tylko mój. Nikt poza kilkoma najwytrwalszymi tutaj nie zagląda.

Starszy będzie dla wszystkich. Inny.
I wszyscy jesteście zaproszeni na jego pierwsze kroki. Mam nadzieję, że Wam się spodoba i zostaniecie na dłużej!

Czyli jednak mój gimnazjalny blog to był dopiero początek. :-)

Bijou

1232. Deep thinking

2014-12-01   23:18

Mało brakowało, a już nigdy nie napisałabym tu ani słowa! Przez kilkanaście dobrych godzin kości nie istniały, a ja drżałam w panice całą noc i nawet oka nie zmrużyłam!

Dobra, tak naprawdę to nie spałam przez bolące gardło, spocone prześcieradło, nieforemność kręgosłupa, suche powietrze, burczący brzuch i słońce moje najjaśniejsze Psz, które cierpiało razem ze mną i zrobiło nam kanapki z Nutellą o wpół do piątej rano, kiedy zdecydowałam się w końcu przepłukać gardło wodą z solą.

No ale wracając do kości, to oczywiście coś pokręciłam przy przedłużaniu ważności domeny, więc później wymieniłam kilka soczystych maili z biurem obsługi klienta, ponarzekałam, że jak się znów trochę wkręciłam w pisanie, to akurat los postanowił mi bloga odebrać i spisałam na straty wiele lat intensywnego blogerskiego życia.

Na szczęście jak zawsze jakimś cudem wszystko wyszło na prostą, a ja nie zamarzłam dziś na ...

1231. (Quite) everything changes

2014-11-28   22:24

Nie da się tak po prostu sobie pójść. Jestem ckliwa, sentymentalna i w try miga przywiązuję się do wszystkiego, co dobre.

A mój blog jest dobry. I cierpliwy! Tyle razy miałam go w dupie i tyle razy znikałam na rok czy parę miesięcy, że drugi to by się sam wziął i skasował. Albo wygenerował nowe nieodgadnione hasło. Albo nie wiem co.

Dopiero co wróciłam do domu z bolącym gardłem, małym mózgiem i szczęśliwym sercem, a tu trzeba zrobić pytania z żeliwa. Z ŻELIWA, KURWA. Wszyscy wiedzą, jak gardzę tym materiałem, a los i tak mi go wcisnął, chociaż do opracowania jest 140 innych zagadnień! Mogłam trafić na wszystko, od mechaniki po chemię albo matmę. Albo odchyłki ważone. (Dobra, z tymi odchyłkami to już przesadziłam, są minimalnie gorsze.) Ale oczywiście mam żeliwo i nie zasnę, póki nie skończę wszystkich sześciu pytań!

...

1230. UWAGA, ZMIANA ADRESU BLOGA

2013-11-30   20:09

Za trzy tygodnie zamiast zawrotów głowy będą kocie kości, więc jeśli ktoś z was jest zainteresowany dalszym czytaniem mojego bloga, to niech ogarnie taki mały myk, że od dzisiaj stoi on tutaj:

nowy adres bloga, ta sama Bijou


Wiem, że rzadko kiedy tutaj jestem, ale z kilkuletniego doświadczenia wiem, że bardzo lubię wracać i wrócę z pewnością jeszcze nie raz. Niech fakt, że przez kilka dobrych dni zachodziłam w głowę, jak powinna brzmieć moja pierwsza w życiu własna domena (własna jak własna, bez B. oczywiście bym w życiu nie ogarnęła), będzie wystarczającym dowodem na to, że to miejsce było, jest i będzie dla mnie ważne.

Do poczytania na kocich kościach więc!

Biżu

P.S. Ej, to notka nr 1230, czyli 1000 + 230 bones! Mój mózg zaczyna wykazywać niebezpiecznie analityczne funkcje.

1229. Soon: the new

2013-11-29   20:05

Mam 230 kości.

Bijou

1228. Regular singular

2013-10-16   00:07

Na maksa nie mam czasu. Ale na maksa też dobrze mi się żyje.
Może jak w końcu będę musiała zacząć się uczyć, to wrócę do regularnego pisania, bo to mnie zmusi do siedzenia w domu.

A tak to wiecie!

Biżu

1227. Show me your way to forever

2013-10-04   01:34

Rano standardowo prawie rozwaliłam telefon, kiedy się zorientowałam, że już siódma trzydzieści. Bony, ale żeby to jeszcze była taka zwyczajna siódma trzydzieści, to wporzo, normalka, ale to była siódma trzydzieści w blue iced roomie, gdzie przez cały dzień (a zwłaszcza rano i wieczorem) temperatura nie przekracza osiemnastu stopni. Nie wiemy po prostu, gdzie jest piecyk, a nawet jakbyśmy wiedziały, to nie umiemy go włączyć! A do tego zepsuła się słuchawka od prysznica. Beczeć się chce.

Na szczęście herbata i kanapka z twarożkiem postawiły mnie w miarę na nogi, więc raz dwa się ubrałam (T-shirt Super-Mana, nie mogło być źle), spakowałam torbę i wyleciałam przed dom. Przed domem wsiadłam na rower, założyłam błękitne rękawiczki, wcisnęłam do uszu słuchawki, napisałam do Psz, że za 12 minut będę na miasteczku, no i pojechałam - jedną ręką w drodze jeszcze zakładając okulary przeciwsłoneczne, bo raziło w oczy jak nie wiem - ...

1226. Build a bridge of bones

2013-09-29   18:07

Dobrze jest położyć pod szafą walizkę pełną ciuchów, których nie mam gdzie wsadzić, włączyć Crystal Fighters na cały regulator i rzucić się na łóżko w niebieskim pokoju. Leżę tak od trzech kwadransów, piję herbatę, gapię się w sufit i tak się cholernie cieszę, że zaczyna się krakowska jesień.

Wróciłam do domu.

Bijou

1225. Heaven wait

2013-09-27   12:53

Środa w robocie była ciężka i pod koniec zmiany myślałam, że wykituję, ale spoko, że przynajmniej równolegle ze mną w Krakowie pracowała Kaśka - wyszłam sobie o dziewiętnastej na neo i raport wysłałam z katakumbów. A później zamarzłam z Justyną na kość, bo było minus dziesięć, a ja oczywiście jak zwykle w cienkich dresach z krokiem w kolanach i trampkach. Ale przynajmniej owinęłam sobie szyję i łeb chustą, a Justyna trzęsła się w cienkiej skórce bez kaptura - co jest pierwszym i niepodważalnym argumentem za wprowadzeniem zakazu produkcji ciuchów bez kapturów. Proste? Proste.

Wczoraj miałam znów iść do lumpeksu na Armii Krajowej, ale nie polazłam, bo musiałam skosić trawę u babci na działce, więc zabrałam się z tatą do garażu żeby pomóc mu z kompresorem i jednocześnie załadować sprzęciwo. Kosiło się bardzo przyjemnie, świeciło słońce, ptaszki śpiewały, sąsiad z działki obok podziwiał, babcia pieliła, a tata latał ...

1224. Last call for everything

2013-09-24   12:40

No i cóż, jestem w Krótkim Mieście od piątku. Cały weekend + poweekendzie powszechnie nazywane poniedziałkiem spędziłam w pracy, więc w sumie nic ciekawego się nie działo. W sobotę za to zbierałam na działce maliny i później w supermarkecie usłyszałam najlepszy tekst tego tygodnia. Generalnie wyglądało to tak: tłum ludzi, kolejka do słodyczy na wagę, wszyscy wściekli i zaaferowani życiem, baby plotkują o Marysi, która znów zaszła w ciążę, mężowie wzdychają, dzieci płaczą, my stoimy w tym nieszczęśliwym ogonku, nadchodzi nasza kolej i, słuchajcie no, moja mama mówi tak: "poproszę dwieście gram najtańszych ciastek w sklepie". Cisza. Zgrzyt zębów. Przestrach - kolejki. Śmiech - mój.

Moja mama wygrała konkurs na najmniej zakompleksionego człowieka świata. Nie, czekajcie, wygrała wszystko! Kurde, Boże, spraw, żebym też kiedyś taka była. (Ale uważaj, proszę Cię tyko o tę jedyną cechę, a nie o osaczający charakter, nadopiekuńczość i strach przed ciemnością.)
...